Menu

 °[Księga gości]
 °Wyślij wiadomość
 °Mój photoblog
 °Mój deviantART
 °Mój Last.FM
 °Mój FilmWeb
 °Mój YouTube

My Memories

2008
2007
2006
2005
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003

The Thoughtful

 °A-sk
 °Eddie
 °Ewelina
 °Grzybiarze
 °Kot-f-japonkach
 °Maartusia
 °Maleńkie żółte kwiatki
 °Pejzaż sentymentalny
 °Pierdolnik
 °Pieszczocha
 °Pieonk
 °Taki sobie blog
 °Tam daleko w Hiszpanii
 °Zimny kamień

Last.fm






Credits

Stworzył Artur pobrano z Szablony Inventive
Powered by blog
Picture from Pictures for you
 °All Rights Reserved

Lustful memories...

[2004/11/03] [20:27]
TATO, WRÓCIŁEM
Żołnierz przybył z frontu do umierającego ojca. Zrobiono dla niego wyjątek, ponieważ był jedynym krewnym, jakiego ojciec posiadał. Gdy wszedł na oddział intensywnej terapii, nagle zobaczył, że na wpół przytomny, potężny człowiek, podłączony do kroplówki, nie jest jego ojcem. Ktoś popełnił straszny błąd i wezwał nie tego człowieka, co potrzeba. "Ile ma przed sobą życia" - spytał żołnierz lekarza. "Nie więcej niż kilka godzin. Zdążyłeś na czas." Żołnierz pomyślał o synu umierającego, walczącym Bóg wie gdzie, tysiące mil od tego szpitala. Pomyślał o starym człowieku, którego trzymała przy życiu nadzieja ujrzenia syna po raz ostatni przed śmiercią. I zdecydował się. Pochylił się, wziął rękę starego w swoje dłonie i rzekł miękko: "Tato, jestem przy tobie. Wróciłem." Umierający złapał rękę żołnierza; jego niewidzące oczy otworzyły się, aby spojrzeć wokół, uśmiech zadowolenia pojawił mu się na twarzy i pozostał na niej, dopóki nie umarł godzinę później.

Anthony de Mello

...:::***:::...

Jedną z ważniejszych rzeczy w życiu jest umiejętność zrozumienia problemów człowieka i pomocy mu w uporaniu się z nimi, nawet gdy sytuacja wygląda beznadziejnie. Nie każdy ma możliwość czy nawet śmiałość podzielenia się swoimi problemami z bliskimi, ponieważ różnie wyglądają życiowe sytuacje. Trzeba jednak wierzyć, że to co robimy jakoś nam procentuje gdzieś tam i potem odnosimy z tego korzyści. Ponoć wiara czyni cuda... :)
[2004/11/06] [18:46]
O tym czego nie uczyniłeś

Jeden z najpiękniejszych listów miłosnych ostatnich czasów który napisała pewna amerykańska dziewczyna...
Pamiętasz ten dzień, kiedy pożyczyłam od Ciebie Twój nowy samochód i rozbiłam go? Myślałam, że mnie zabijesz... ale nie zrobiłeś tego.
Czy pamiętasz, jak kiedyś wyciągnęłam Cię na plażę, chociaż twierdziłeś, że będzie padać i rzeczywiście padało? Myślałam, że zawołasz: "A nie mówiłem?"... ale nie zrobiłeś tego.
A pamiętasz, jak kokietowałam wszystkich, żeby wzbudzić Twoją zazdrość i Ty byłeś zazdrosny? Myślałam, że odejdziesz ode mnie... ale tego przecież nie zrobiłeś.
Czy pamiętasz jak zrzuciłam tort truskawkowy na dywanik Twojego samochodu? Myślałam, że mnie uderzysz... ale nie uczyniłeś tego.
Czy pamiętasz, jak zapomniałam Ci powiedzieć, że na pewnym przyjęciu obowiązują stroje wieczorowe i Ty przyszedłeś w dżinsach? Myślałam wtedy, że mnie spoliczkujesz... ale nie zrobiłeś tego.
Zawsze miałeś dla mnie cierpliwość, kochałeś mnie i broniłeś. Mam na sumieniu tyle win wobec Ciebie.
Tak bardzo chciałam Cię prosić o przebaczenie kiedy wrócisz z Wietnamu.
Lecz Ty nie wróciłeś...


Pamiętaj: przychodzisz na świat jeden raz. Zatem całe dobro, które możesz wyświadczyć drugiemu człowiekowi - okaż natychmiast!
[2004/11/11] [12:23]
Długi weekend... Chwila relaksu?? Taa... jasne... Relaksem byłoby dla mnie np.: czytanie książek, których nie mam czasu przeczytać w "normalne dni robocze" =], albo wyjazd gdzieś na jakiś czas, aby odpocząć od środowiska, w którym się obracam. Niestety, ja takiej formy relaksu nie zaznam... Te 4 wolne dni będą dla mnie dniami spędzonymi nad książkami do historii. Powód? Zakwalifikowałam się do powiatowego etapu konkursu historycznego o dążeniach Polaków do niepodległości i pierwszych latach II Rzeczypospolitej, czyli gdzieś tak 40 lat historii Polski ze szczegółami... Może gdybym się uczyła na ten konkurs to nie napisałabym go dobrze i teraz miałabym luzy i nie musiałabym się uczyć? Dziwne, co nie? Zawsze kiedy mam sprawdzian np. z angielskiego czy niemieckiego, to się na niego nie uczę, bo gdybym się cokolwiek uczyła, to nie poszedłby mi on dobrze... Heh... dziwnie skonstruowana jestem =]
P.S. Skoro już się zakwalifikowałam do tego konkursu, to życzcie mi powodzenia =]
[2004/11/13] [12:32]
Do 03:30 nad ranem czytałam książkę - "Zaklinacz koni". Zajebista jest! Czytałabym ją jeszcze dłużej, lecz niestety moja starsza się obudziła i zaczęła mi "tłumaczyć", że to nie jest odpowiednia pora na czytanie, że będą boleć mnie oczy, i że jutro będę 'nie do życia'. Jakież wielkie było jej zaskoczenie kiedy wypoczęta i w ogóle przyszłam o 9:00 do sklepu, aby oddać się obowiązkowi robienia zakupów =] "Zaklinacza koni" dokończę czytać dzisiaj. Niestety, została mi tylko do przeczytania część IV... Jak ja nie lubię, kiedy kończy mi się książka, która mi się spodobała =/
W sumie to powinnam się uczyć na konkurs, ale przecież nauka nie zając, w las nie ucieknie =] Może wieczorkiem otworzę jakąś knigę i zacznę coś czytać, gwoli przypomnienia sobie faktów historycznych z lat 1882 - 1922, ale tak mi się nie chce, że tragedia... Biblioteka jest czynna dzisiaj do 16:00... Może dzisiaj również tam zaglądnę... =]
[2004/11/17] [17:20]
Byłam w bibliotece :P A co? Nauka nie zając, w las nie ucieknie :D (Jakby moja starsza to przeczytała, to miałabym milutką rozmowę na temat tego, że mimo wszystko nauka jest mi potrzebna itd.. itd.. wiecie co się za tym kryje =]) Tak czy inaczej, dzisiaj czytam to co JA CHCĘ! Biologia i inne przedmioty mogą poczekać. Wracając do tematu książek, to pożyczyłam sobie: "Wieści" Williama Whartona, "Wywiad z wampirem" Anne Rice i "Złotą księgę fantasy" pod redakcją Roberta Silverberga. Na dodatek dostałam jakieś pół godziny temu "Anioła Stróża" Nicholasa Sparksa =) Jakby jutro nie czekała mnie szkoła to czytałabym do bólu, ale niestety tak dobrze nie będę miała, więc dzisiaj zacznę czytać którąś z tych pozycji. Problem jednak w tym tkwi, że nie wiem od której zacząć. Nawet sugerując się objętością to odpada, bo żadna z nich do cienkich nie należy... Jakieś pomysły??? :D
[2004/11/21] [17:11]
Jutro o godzinie 12:30 będę pisała maturę próbną z języka polskiego na poziomie rozszerzonym... Macie trzymać za mnie kciuki!!! =]
Najgorsze jest to, że do tej godziny mam mieć normalne lekcje! Chyba ich wszystkich coś boli... Przecież na lekcjach nie będę w stanie się skupić na myśleniu o danym temacie tylko będę stresowała się maturą... Zamiast zrobić to wcześniej to nie, mamy siedzieć na lekcjach i udawać, że niczym się nie przejmujemy... Chore to wszystko jest... Zastanawiam się, czy iść w te dni co mam mieć matury, na lekcje...
[2004/11/22] [19:43]
Zaszaleję dzisiaj i dodam notkę =] Na początku podziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki :) Dobrze mi się pisało wiedząc, że mam gdzieś tam w kimś wsparcie :) Jutro też za mnie trzymajcie o tej samej godzinie - będę pisała język angielski również na poziomie rozszerzonym. Rozszerzam się pod każdym możliwym względem =] Teraz słówko o maturze z polskiego. Poziom podstawowy w porównaniu z poziomem rozszerzonym to niebo i ziemia. Na podstawowym nie bardzo przypadł mi tekst i odpowiedzi do niego. Jakieś takie chore to było, jakiś esej o oczyszczającym wpływie muzyki na zdrowie i duszę człowieka... Tragedia jednym słowem to ujmując. Wypracowanie było nawet proste: jak postacie występujące w "Lalce" zapatrywały się na miłość i małżeństwo. Całe szczęście były podane fragmenty, więc łatwiej było pisać. Tą część pisaliśmy 170 minut. Nastąpiła 10 minutowa przerwa i zasiedliśmy do pisania poziomu rozszerzonego. Tu było już znacznie gorzej. Czas: 130 minut, ale nie o czas mi tu chodzi. Chodzi mi o tematy. Pierwszy to była analiza i interpretacja wiersza, nie pamiętam nawet jego tytułu. Z musu wzięłam się za drugi temat. Wydawał mi się łatwiejszy, chociaż nie do końca mi było łatwo. Traktował on o sposobie kreacji postaci w "Moralności pani Dulskiej" i "Kartotece". Super. Przerabialiśmy tylko "Moralność pani Dulskiej", "Kartoteka" jest dopiero we współczesności, którą to epokę zaczniemy omawiać dopiero w najbliższych dniach. No nic... Jakoś to napisałam, gdyby nie były podane fragmenty to pewnie oddałabym pusty arkusz, a tak to coś napisałam. Co prawda moim zdaniem nie na temat, ale zawsze coś. Zobaczymy co Maryśka na ten temat powie, ale ja się jutro tego nie dowiem. Olewam lekcje. Dzisiaj byłam, to jutro pojadę tylko na maturę, bo nie chce mi się siedzieć w szkole od 7 i potem o 12:30 iść do sali 209 i przez 5 godzin pisać maturę. Mama już uświadomiona odnośnie moich zamiarów :]
P.S. Opis mojego brata na gg: "Sex is not the answer. Sex is the question. 'Yes' is the answer..." No taaa... Widać studencki charakter Krakowa służy mojemu bratu =]
[2004/11/25] [21:29]
Z maturami spokój do 30 listopada, kiedy będę pisać WOS i 3 grudnia, kiedy zasiądę przed historią. I powiem Wam szczerze, że do tych dwóch matur będę się uczyć =] Co prawda nie będzie to ostre kucie, ale przypomnę sobie cosik, bo tutaj będzie mi potrzebna jako taka wiedza :) Nie zapomnijcie trzymać za mnie kciuków w te dni :)
Byłam dzisiaj na wywiadówce u mojego brata ciotecznego. Tragedia jednym słowem. Nie chodzi tu o jego oceny - chociaż o to też: 10 bań zarobił =/, ale o to ile przesiedziałam w szkole. Wywiadówka zaczęła się o 16:15 i przez pierwsze 15 minut było spotkanie z dyrektorką odnośnie sprawdzianu jaki będzie pisała 6 klasa (czyli ta, gdzie chodzi mój brat cioteczny), a potem do godziny.... 17:45 siedziałam w klasie i słuchałam jak wychowawczyni czyta jakieś wewnątrzszkolne systemy oceniania, statuty szkolne i jakieś inne pierdoły. Po co to komu? Myślałam, że tam wymięknę. Jak skończyła, to miałam jeszcze zobaczyć, czy Młody (Mateusz) ma jakieś opuszczone godziny i mu usprawiedliwić, ale taki tłok zrobił się przy tej babie, że poniechałam pomysłu. Poszłam do wujka i opierdoliłam Młodego za oceny =] A jak! Rygor i terror musi być =] Dobra w tym jestem :P A teraz coś od serca: jak miałabym być w przyszłości zamężna i mieć dzieci, to mój mąż będzie latał na wywiadówki, bo ja już podziękowałam serdecznie za taką rozrywkę =]
[2004/11/28] [16:44]
I jutro wszystko od nowa... Nowy tydzień i nowe wyzwania, czyli jak dla mnie to będą to matury z wosu i historii... Heh... Zauważyłam, że piszę o nich w każdej notce, jakby miało to mi w czymś pomóc. A może pomoże? =] Trzeba mieć nadzieję =] Najlepsze z tego wszystkiego jest to, że jeszcze nic a nic się nie uczyłam z wosu, a ten przedmiot pierwszy piszę. Jakże ja zdolna jestem, nawet na maturę się nie uczę =]
Mama zapowiedziała od przyszłego weekendu robienie porządków... Ja nie chcę!! Niech mnie ktoś na ten czas przygarnie!! =]
[2004/11/30] [20:09]
Nie ma co się czarować... Matura z WOSu w moim wykonaniu to totalna porażka... Część podstawowa poszła mi, w porównaniu do rozszerzonej, jako tako, ale jeśli mowa o rozszerzonej to beznadzieja... Jakby to powiedziała Maryśka: "Na dzień dzisiejszy [w mojej własnej opinii] maturę mam niezdaną". Załamka totalna...
Teraz jeszcze wkurwiła mnie matka, bo z wyrzutami jakimiś do mnie startuje. Mówi mi, że mogłam się uczyć na WOS, ale skąd ja miałam do cholery wiedzieć, że wszystko będzie bazowało na zagadnieniach ze współczesnej polityki??? Na dodatek przyszedł brat cioteczny z wujkiem i okazało się, że musi jakieś zadanie zrobić z polskiego, a nie wie jak. Oczywiście miałam mu z tym pomóc. Zaczęłam coś mu tam mówić, co ja bym napisała, ujmując to w dwa, trzy zdania, a ta warknęła na mnie, że ma być to na całą kartkę. Skoro ma być to niech to napisze, a nie ja mam mu dyktować co on ma pisać i na dodatek nie może być widać, że to nie była praca samodzielna. A niech mnie w dupę pocałują! Jak ja nie wiem jak mam coś napisać i pytam się o zdanie to padają słowa: "Sama najlepiej wiesz jak masz to napisać" albo "To nie ja chodzę na lekcje". Tak więc od teraz mam w głęboko w dupie pomaganie innym w odrabianiu zadań...