![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
Menu °[Księga gości]°Wyślij wiadomość °Mój photoblog °Mój deviantART °Mój Last.FM °Mój FilmWeb °Mój YouTube My Memories 20082007 2006 2005 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 The Thoughtful °A-sk°Eddie °Ewelina °Grzybiarze °Kot-f-japonkach °Maartusia °Maleńkie żółte kwiatki °Pejzaż sentymentalny °Pierdolnik °Pieszczocha °Pieonk °Taki sobie blog °Tam daleko w Hiszpanii °Zimny kamień Last.fm Credits Stworzył Artur pobrano z Szablony InventivePowered by blog Picture from Pictures for you °All Rights Reserved |
|
Lustful memories... [2004/08/03] [21:42]Zdałoby się nową notkę napisać, chociaż (chyba) nie mam o czym napisać. Nudzi mi się okropnie. Dzisiejszy dzień spędziłam przed telewizorem. Najpierw był "Monster Garage" z zajebistym Jesse Jamesem, potem "Obłędny rycerz", a następnie "Dzień Niepodległości". Fajnie, co nie? :] Siąść do kompa nie bardzo mogłam, bo Piotrek ściągnął sobie nową grę... Ci, co mają rodzeństwo wiedzą o czym mówię. Tragedia. A poza tym to pozostały mi tylko trzy dni życia, potem będę już.... pełnoletnia :P [2004/08/04] [20:00] Dwa dni... Mój dzisiejszy dzień niewiele się różnił od wczorajszego, czyli po prostu nic nie robiłam :) Takie trochę leniuchowanie przymusowe to było :) Fajne jest to, że w niektórych fanslistingach (rzecz uwsteczniająca mój umysł przed 18. =]) jestem jedyną osobą z Polski :P Fajnie :P Tak jest m.in. z fanlistinami Jesse Jamesa, West Coast Choppers czy Monster Garage. A być może tylko ja się tym interesuję (zawsze byłam inna =])? [2004/08/06] [12:11] Dobra, przyznaję się... Dzisiaj o godzinie 10:00 po raz 18 obchodzę urodziny :) Teraz to ja już totalnie stara dupa jestem :] [2004/08/09] [12:15] Ostatnie dwa dni były bez notki, więc dzisiaj napiszę małe streszczenie moich pierwszych dorosłych dni :D W sobotę była pierwsza impreza urządzona - dla rodziny. Było tak jak to zawsze bywa na zjazdach rodzinnych :) Kasy trochę dostałam, kwiaty i parę innych prezentów... W niedzielę, czyli wczoraj, wstałam o 12:45 :O Dawno jush nie biłam takich rekordów :) Po 13 przyjechała ciotka z dziećmi. Tragedia jednym słowem ujmując, ale dało się to wytrzymać w momencie, kiedy puściło się dzieciom "Shreka 2". Pierwszy raz jadłam obiad w niedzielę tak późno: rosołek ok. 14, a drugie danie ok. 17 :| Gdyby nie było ciotki, to jakoś inaczej by to wsio było. O 18 pojechaliśmy do Jarocina na festyn =] Mocne akcje były. Jak przyjechaliśmy to jakiś zespół grał muzykę latynoską typu "Volare Cantare" i takie inne. Najlepsze było to, że nie znali słów :DD Ziałam ostro także z tancerzy, którzy chyba nie opracowali sobie kroków :) Piotrek tesh sypnął dobrym tekstem: "Anka, ty pierwszy raz legalnie pijesz piwo!" (brawo dla tego pana za błyskotliwość =]) Po dawce muzyki latynoamerykańskiej był pokaz breakdance'a. Aby sobie na to popatrzeć podeszłam specjalnie pod scenę :P Chłopcy na początku mieli trochę tremę, ale później się rozkręcili :) Dodam, że był to zespół z mojego rodzinnego Niska :) Tak minęła godzina 19 o której miał wystąpić zespół Żuki. Wystąpili... z półtoragodzinnym, jeśli nie większym, opóźnieniem. Uszłoby to w tłumie gdyby nie fakt, że akustyka była do d***. Jak ten pierwszy zespół było dobrze słychać, a słów to oni nie znali, to tego drugiego słychać nie było, a słowa to oni znali =] - słychać ich nie było pod względem śpiewania, bo muzykę było słychać bardzo dobrze :). Nie byliśmy do końca imprezy, bo zaczynało kropić. Wróciliśmy do domu, a mnie napadła chęć spacerku =] SMSa do Eweliny wysłałam i jush mnie w domu nie było. Miał być to krótki, półgodzinny spacerek i planowane było do domu wrócić ok. 23. Przeciągnęło się to do ok. 1 w nocy :P Pierwszy raz nie widziałam żywej duszy na Plantach, oprócz mnie i Eweliny of'coz :P To by było na tyle z relacji z minionych dni :) [2004/08/10] [21:36] Wspominałam stare czasy... I zrozumiałam jedno... Tęsknię za nim, tęsknię za Andrzejem. Po raz pierwszy w życiu tęsknię za jakimś facetem. Źle napisałam, on nie był jakiś. On był dla mnie wszystkim, dosłownie. Moim przyjacielem, powiernikiem sekretów, doradcą w podejmowaniu życiowych decyzji, pocieszycielem... Nie jest to historia mojej miłości, jest to historia przyjaźni, jednej z największych jakie kiedykolwiek przeżyłam. A może największej? Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie wspomniałam. Andrzej był dla mnie jak ojciec, którego po prawdzie nigdy w życiu nie miałam. Szkoda tylko, że trwało to tak krótko. Przez zazdrość. Nie moją czy Andrzeja, bo o tym nawet nie było mowy. Chodzi o zazdrość osoby trzeciej - Tomka. Może zacznę to od początku. Andrzej, w momencie kiedy go poznałam, miał 35 lat. Osobiście go nie znałam. Poznaliśmy się na czacie. Fajnie mi się z nim rozmawiało. Rozumiał mnie. Opowiedział mi o sobie. Jak trenował biegi - konkretnie sztafetę, jak załamał się w momencie kiedy przez jednego człowieka jego drużyna nie dostała się na igrzyska olimpijskie oraz o swoich dzieciach, które bardzo kocha. O swojej córce, która jest w moim wieku i o synu, z którym wiąże sportowe nadzieje i którego trenuje w tych wolnych chwilach, kiedy przyjeżdża do Polski. Pamiętam jak specjalnie czekałam do późnych godzin tylko po to by sobie z nim porozmawiać na GG, żeby powiedzieć mu jak spędziłam dzień. Pewnego dnia straciłam z nim kontakt. Trwało to kilka, kilkanaście tygodni. Nie spędzałam już wtedy wieczorów na czacie, bo po co? Nie było jego, nie miałam z kim rozmawiać zarówno o tych ważnych jak i mniej ważnych sprawach, które jego obchodziły. W tym czasie, a nawet jeszcze wcześniej poznałam Tomka tym samym sposobem, ale to już nie było to. Z nim nie mogłam już w ten sposób rozmawiać, ale jakoś tam z nim gadałam. Któregoś razu napisał do mnie, że "jakiś Andrzej pilnie szukał możliwości kontaktu ze mną". Uśmiech pojawił mi się na twarzy, ale okazało się, że był to zbyt wczesny wybuch radości. Tomek nie dał mu żadnych namiarów na mnie. Dlaczego? "Bo go nie znał" jak sam mi to napisał. Próbowałam na wszelkie sposoby dowiedzieć się czy może zostawił swój nr GG albo adres e-mail. Być może i zostawił, ja go nie poznałam. Od tego momentu moje stosunki z Tomkiem zaczęły się psuć. Nie mieliśmy o czym rozmawiać, coraz częściej dochodziło do kłótni. Ja nie siedziałam godzinami na necie, bo nie miałam po co. W końcu Tomek zarzucił mi, że nie mam dla niego czasu. To była nasza ostatnia rozmowa, ale nie o tym chciałam napisać. Przez głupią zazdrość Tomka straciłam prawdziwego przyjaciela... Chyba już nigdy nie będę w stanie rozmawiać z kimś w taki sposób w jaki rozmawiałam z Andrzejem... Pozostały mi tylko wspomnienia... [2004/08/12] [14:02] Ja: Wiesz co? Mam już dość tego, że nasze blokowe towarzystwo wzięło mnie na języki i jestem obecnie tematem nr 1 w ich rozmowach. Mama: A skąd wiesz, że tak jest? Ja: Od znajomych, którzy kręcą się w tych "kręgach" i przekazują mi coraz to nowe rewelacje o mojej osobie. Mama: Powinnaś się cieszyć, że o Tobie mówią... Ja: Cieszyć się? Jasne, tylko powiedz mi dlaczego miałabym się z tego powodu cieszyć? Mama: Bo gdyby o Tobie nie mówili, to znaczyłoby, że jesteś gówno warta... ...może i jest w tym ziarno prawdy?... [2004/08/14] [16:43] Płacz pustyni Przebywający w północnej Afryce misjonarz był bardzo zaskoczony dziwnym zachowaniem pewnego Beduina, który od czasu do czasu kładł się na ziemi i przykładał ucho do pustynnego piasku. Zdziwiony misjonarz zapytał: - Co robisz? Beduin podniósł się i odparł: - Przyjacielu, posłuchaj płaczu pustyni. Ona płacze, ponieważ chciałaby być ogrodem." ...A my, zwykli ludzie, płaczemy za miłością... [2004/08/16] [15:20] "Cieszę się... ... bo dwoje zakochanych ludzi jest wspaniałym dowodem na to, że całość może być doskonalsza, niż jej poszczególne części. Sam człowiek czuje się zagubiony; przy drugim człowieku czuje, że jego życie może być wypełnione pokojem, czułością i radością." Marion C. Garretty ...chciałabym znaleźć swoją drugą połówkę...o ile istnieje... [2004/08/17] [15:48] "Jesteś Przyjacielem, ponieważ jesteś węzłem, który łączy, lecz nie zniewala. Przyjacielem, ponieważ jesteś podmuchem, który uspokaja, lecz nie usypia. Przyjacielem, ponieważ jesteś bratem, który upomina, lecz nie upokarza. Przyjacielem, ponieważ jesteś wzrokiem, który patrzy, lecz nie osądza. Przyjacielem, ponieważ jesteś ręką, która prowadzi, lecz nie ciągnie na siłę. Przyjacielem, ponieważ jesteś oazą, która pokrzepia, lecz nie zatrzymuje. Przyjacielem, ponieważ jesteś sercem, które kocha, lecz nie zmusza. Przyjacielem, ponieważ jesteś czułością, która chroni, lecz nie podporządkowuje..." Helena Oshiro ...Dedykowane wszystkim przyjaciołom... [2004/08/19] [21:10] Lirycznie się u mnie zrobiło :) Dzisiaj postanowiłam napisać coś sama, chociaż takie krótkie przemyślenia po przeczytaniu jakiegoś tekstu nie są złe. Fajnie, że dzisiaj świeciło słoneczko i było ciepło, pardon moi, upalnie =] Niefajnie, że musiałam siedzieć w domu i sprzątać łącznie z myciem tego całego szkła :/ Od pewnego czasu chodzi mi po głowie jedna myśl. Otóż chciałabym oddać swoją krew jako honorowy krwiodawca, bo zdaję sobie sprawy, że zasoby naszego banku krwi do bogatych nie należą. Problem tkwi w tym, że boję się kłucia w żyłę (nie byłabym dobrym narkomanem =]). Zniosę wszystkie rodzaje zastrzyków oprócz tych w żyłę. Czy istnieje jakiś sposób, by pozbyć się tego strachu i uratować życie innym ludziom? [2004/08/21] [13:28] Zdecydowałam się. W poniedziałek rano jadę do Stalowej Woli oddać krew. Dlatego do Stalowej, ponieważ w Nisku nie ma punktu Honorowego Krwiodawstwa. Oczywiście nie jadę sama, Piotrka też zaciągnę, się zgodził to czemu nie. W końcu od czego są bracia :) Będę z tą myślą siedziała na fotelu, że nie tylko mnie kłują :) Będę musiała wcześniej wstać i pojechać tam do szpitala, bo o 13 mam wizytę u dentysty, a oddać krwi po zabiegu stomatologicznym bym nie mogła, musiałabym odczekać 7 dni. Zresztą wolę wcześniej przekonać się o tym, czy to boli, czy też nie - tak jak mi pisaliście. A jeśli nie będzie bolało to za trzy miesiące ponownie oddam krew. I Was też do tego zachęcam :) I chciałabym podziękować wszystkim, którzy odpowiedzieli na moje pytanie w ostatniej notce i udzielili mi wsparcia, dzięki któremu podjęłam decyzję. Tak więc - do poniedziałku :) [2004/08/22] [17:48] To już jutro. Trzeba będzie wstać wcześniej i wypić mocniejszą kawę, aby się rozluźnić. Szczerze powiedziawszy, pomimo tego iż podjęłam decyzję o oddaniu krwi dla dobra innych, to się boję. Strach przychodzi na samą myśl o jutrzejszej wizycie w Stalowej Woli. Chyba będę musiała jechać na środkach uspokajających =] Najbardziej boję się kłucia w żyłę, ale boję się też tego, że po badaniach wstępnych przyjdzie do mnie pielęgniarka i powie: "Przykro mi, ale nie możemy przyjąć Pani krwi, bo..." i wymieni nazwę jakiegoś świństwa, które będę miała w sobie. Wiem, że jest to głupie myślenie, bo wątpię bym czymś się zaraziła. Na pewno jestem zdrowa, ale gdyby jednak? Wątpliwości przychodzą zawsze po podjęciu decyzji, nawet tej słusznej... [2004/08/25] [14:34] Ostatnimi dniami nie miałam internetu, więc nie mogłam napisać o poniedziałku. Na wstępie powiem jeszcze tylko jedną rzecz: rodzice nie zawsze mają rację :) Jeśli chodzi o moją wizytę w szpitalu w celu oddania krwi to byłam, ale... nie oddałam. Nie z powodu, że się bałam, bo nota bene się bałam, ale posłuchałam mojej mamy, która powiedziała, że żeby oddać krew nie muszę mieć dowodu osobistego. Myliła się :] Krew oddał tylko Piotrek. W piątek dostanie legitymację Honorowego Dawcy. Kiedy w takim bądź razie pójdę oddać krew? Za miesiąc. Byłam dzisiaj złożyć wniosek o dowód osobisty - paskudnie wyszłam na zdjęciach :( - i mam się po niego zgłosić 24.09. Dopiero wtedy pojadę do szpitala, a w nagrodę dostanę 9 czekolad :DD Tylko.... kto tym razem pojedzie ze mną??? [2004/08/26] [16:34] Siedzę przed kompem, a Piotrek i Artur oglądają film na DVD. Po chwili: Artur: Mówię Ci stary, nie mogę żyć bez dziewczyn! Piotrek:... (czekał widocznie na rozwinięcie tej myśli) Ja (w myślach): Ale one za to potrafią żyć bez Ciebie. Uwierz mi na słowo! Teraz zastanawiam się czy go nie uświadomić w jego myśleniu.. [2004/08/27] [14:55] Coś, co mi się bardzo spodobało, jak to zobaczyłam. Mam nadzieję, że Wam też to się spodoba :) Sorry za taką notkę, ale nie mam o czym pisać :) Skutek depresji wrześniowo - marcowej, bądź też kwietniowej (jeszcze nic z maturami nie wiadomo =]) A Artura jeszcze nie uświadomiłam, opracowuję strategię ;) [2004/08/28] [17:29] No to super! Starsza mnie chyba ubije, delikatnie rzecz ujmując. Była u mnie koleżanka i... złamała mi półkę w pokoju! =] Chciała usiąść na parapecie przy oknie by zapalić papierosa, oparła się nogą o półkę i... złamała. Eh, szkoda mówić... Zła na nią nie jestem, ale nie chcę słuchać wywodów mojej mamy, które usłyszę na pewno, kiedy to zobaczy, a dokładniej zobaczy, że nie ma półki. Koleżanka zobowiązała się, że przy okazji remontu kuchni stolarze zrobią nową półkę. Dobre i tyle. Jednak znając życie, moja starsza i tak będzie miała jakieś ale... Żyć nie umierać :/ Przeżyłam szok... Moja starsza się nie darła... Nawet złego słowa na mnie nie powiedziała. Stwierdziła tylko, że wiedziała, że coś się stanie... No fajnie, mogła mnie wcześniej o swoich przeczuciach, to problemu by nie było :P [2004/08/29] [14:49] Na postanowienia nigdy nie jest za późno. Można "zacząć wszystko od nowa" w każdym momencie swojego życia. A oto moje postanowienia na najbliższe 12 miesięcy :) - zrzucę te zbędne mi kilogramy (nie prawdą jest powiedzenie, że od przybytku głowa nie boli) - będę się uczyć, by dobrze zdać maturę i dostać się na dobre studia (taaa.... od paru lat co roku sobie to obiecuję) - będę używać odpowiednich dla mnie kosmetyków (wczoraj przez pomyłkę zamiast maseczki nawilżającej użyłam maseczkę przeciwzmarszczkową :O) - będę ćwiczyć (czynność pomocna przy spełnieniu postanowienia no.1) - nauczę się jakiegoś tańca towarzyskiego (studniówka tuż, tuż...) - zacznę zbierać kasiorkę (wakacje 2005 mam już zaplanowane) - będę uśmiechać się do wszystkich (nic tak nie złości wroga jak szczery i ciepły uśmiech na twarzy) - będę odważniejsza (do odważnych świat należy) - nie będę darła się na mojego psa (ale jak mnie rozzłości...) To byłoby chyba wszystko co najważniejsze... się mi się wydaje =] [2004/08/30] [20:29] No muszę przyznać, że jak na razie realizowanie postanowień idzie mi całkiem, całkiem. Są jednak na tym świecie zakusy, które w każdy możliwy sposób starają się mnie odciągnąć od realizacji celów, np: mama upiekła moje ulubione ciasto ze śliwkami i jego zapach roznosi się po całym mieszkaniu... =] No tak, biednemu to zawsze wiatr w oczy! A może jeden mały kawałeczek nie zaszkodzi zjeść? Tak na spróbowanie czy dobry ten placek? Aj... ciężkie jest życie pełne wyrzeczeń =] [2004/08/31] [20:27] Nie zjadłam ciasta... wczoraj :P Dzisiaj skusiłam się na kawałeczek :) Pyszne było, mówię Wam, po prostu niebo w ustach :D Zrekompensowałam sobie zjedzenie tylko jednego, malutkiego kawałeczka zjedzeniem chyba kilograma gruszek i kilograma jabłek =] Niby zdrowiej i 'lżej', chociaż kto to tak na prawdę wie =] Jutro do szkoły. Tragedia. Jedynym plusem będzie zobaczenie tych wszystkich mordek z klasy, a minusem zobaczenie Marii =] Cóż, życie nigdy nie jest od początku do końca różowe... Oglądałam dzisiaj po raz enty "Helikopter w ogniu" i znowu miałam takie dziwne uczucia, jakie mam za każdym razem. Trudno je opisać. Może ja po prostu za bardzo przeżywam ten film? Może... wiem natomiast na pewno, że jest to mój ulubiony film. "Only the death have seen the end of war" - Plato |
|
||||||||||||||
![]() |